<< Cofnij

W piątek, 21 października 2011 r. w gorlickiej galerii Dwór Karwacjanów uroczyście otwarto wystawę prac malarstwa, rysunku i grafiki Adama Wsiołkowskiego1 zrealizowaną w ramach cyklu „Mistrzowie Kultury Polskiej”. Oprócz prac plastycznych wykonanych w technikach tradycyjnych, zebrani mogli obejrzeć dwa krótkie filmy, których prezentację połączono z komentarzem samego Artysty. Na uwagę zasługuje także szczególna staranność aranżacji wnętrza sali wystawowej, gdzie harmonijnie współistnieją obiekty malarskie z dramatycznym, kamiennym wnętrzem, wyeksponowane dzięki niuansom natężenia światła oraz stopniowaniem szarości ekranów.

 

W malarstwie - Adam Wsiołkowski nawiązuje do doświadczeń wizualizmu - nurtu znanego również pod nazwą op-artu zapoczątkowanego już w latach 30 tych XX w. przez Węgra Victora Vasaraely’ego. Op-art uważany za odmianę sztuki abstrakcyjnej polega wykorzystywaniu silnie oddziaływujących regularnych, pól barwnych a także zastosowaniem efektu złudzeń optycznych. Wśród znanych polskich artystów, których poszukiwania podążały w zbliżonym kierunku znajduje się m.in. Stefan Gierowski.

Obrazy Adama Wsiołkowskiego cechuje regularność i wielka precyzja. Malowane niezwykle delikatnie cieniutkim pędzelkiem przypominają technikę dawnych mistrzów, w których granica między „wnętrzem” obrazu a spojrzeniem widza, sugeruje gładką powierzchnię zwierciadła. Wsiołkowski unika pozornej „swobody” współczesnego malarstwa, łącząc abstrakcję z motywami figuratywnymi. Są tam przetworzone postaci ludzi, zwierząt, unoszą się w przestrzeni „niezidentyfikowane obiekty malarskie”, wszystko spowite ogarniająca monochromatyczną krakowską melancholią.

Celem sztuki nawiązującej do op-artu nie jest studium przedmiotu - mimetyczne „przedstawianie świata” i badanie jego „obiektywnych” własności, lecz analiza „gry” jaka się dokonuje w polu percepcji odbiorcy. Artysta tworzy wariacje na temat wiodącego tematu, wykorzystując w tym celu wielobarwny negatyw. Powstające w ten sposób pozorne multiplikacje zamieniają się w odkrywcze parafrazy, ukazując nieoczekiwane własności wyjściowej struktury. Ważnym środkiem wyrazu jest kontrast, jednak jaskrawe zestawienia kolorystyczne nie są istotnym atrybutem świata widzialnego, lecz raczej środkiem oddziaływania na wyobraźnię odbiorcy. Obrazy Wsiołkowskiego świecą swoim własnym, wewnętrznym światłem tworząc tajemnicze przestrzenie.

Zatem nie odwzorowanie przedmiotu, lecz olśnienie widza a zarazem ewokowanie nastroju medytacji stanowi istotę tej sztuki. Według wielu opinii, malarstwo Adama Wsiołkowskiego bliskie jest także estetyce i metafizyce ikony.

Chodzi, więc o ukazywanie zagadkowości naszego widzenia, jego iluzoryczności, by postawić pytanie, co się kryje „poza” i tym samym wywołać duchowy niepokój. Malarstwo nie może wykroczyć poza granice tego, co da się zobaczyć, podobnie jak nasze myślenie nie może wyjść poza granice języka. Jednak możliwe się zdaje dotknięcie tych granic, by sobie uświadomić, że one istnieją. Może to jest echo sokratejskiej ironii, wywodzenia w pole przez doprowadzenie do sprzeczności naszych utrwalonych mniemań. Filozofia i sztuka karmią się zdziwieniem a to daje się wzbudzić również przez przewrotny koncept. Jak pamiętamy, tego, co się da pokazać - nie da się powiedzieć.

Obrazy Adama Wsiołkowskiego wydają się tajemnicze lecz są zarazem pogodne i przepojone wielką intelektualną dyscypliną. Charakteryzuje je ten rodzaj elegancji, o którym mówią logicy, gdy mają na myśli klarowność dowodu. Pomimo abstrakcji, zdają się głęboko zakorzenione w codzienności ludzkiego doświadczenia, jak pewien typ filozofii, która wyrafinowane kwestie lingwistyczne rozważa na przykładach z języka potocznego. Taktowny żart, autoironia - motyw autora spacerującego z psem nadają im lekkości i wdzięku. Dyskretnie przemyka postać w kapeluszu, ukochane psisko pod niebem takim trochę jak z Chagalla, choć zbudowanym zupełnie innymi środkami.

Krótki film o utracie ukochanego psa jest pogodną filozoficzną etiudą na temat obrazu pt. „Felek idzie do nieba”. Widzimy na nim łapy zwisające z nieba. Artysta tłumaczy, że skoro na obrazie Breughla z wody wystaje tylko pięta Ikara, to psia łapa może wystawać… z nieba, nim „pogrąży się w niebie” na zawsze. Cóż, dwa błękity… Jednak, jak wiemy, autor jest już właścicielem nowego jamnika szorstkowłosego, bardzo podobnego i nadał mu to samo imię. Zatem „Felek” występuje tu w rodzaju substancji w sensie scholastycznym, a kolejne wcielenia jamników szorstkowłosych o tym samym imieniu, różniłyby się od siebie tylko przypadłościowo?

Umieszczona w kącie sali wystawowej prezentacja multimedialna to kolejny plastyczny żart. Ukazany w pierwszym kadrze „Autoportret z żoną” Wyspiańskiego ulega cyfrowej transpozycji tak, że widoczna na obrazie „żona” upodabnia się powoli do psa (rośnie jej psi nos), zaś „Wyspiański” zyskując znaną już postać autora w kapeluszu, przemieszcza się w dolny róg obrazu. W ten sposób film komponuje się niezwykle przewrotnie z cyklem prac zatytułowanych Felek i ja.

Wystawa potrwa do 23 listopada

Paweł Nowicki

Do góry